|
Blog > Komentarze do wpisu
Płacz dziecka a karmienie piersią / butelkąBBC podało wyniki badań, przeprowadzonych przez The Medical Research Council, które wykazały, że dzieci karmione piersią są bardziej kapryśne i częściej płaczą. Czy kogoś te wyniki zaskakują? Mnie nie, bo dokładnie to samo zaobserwowałam w moim otoczeniu (wyraźna i rzucająca się w oczy tendencja). Przyczyny tego stanu rzeczy są oczywiste. Po pierwsze - dzieci karmione piersią są częściej głodne, bo pokarm matki jest trawiony zdecydowanie szybciej niż mleko modyfikowane, więc i częściej płaczą dopominając się jedzenia. Po drugie w przypadku dziecka karmionego naturalnie, ssanie piersi wcale nie musi oznaczać głodu - żąda jej, kiedy jest zmęczone, senne, ma ochotę się wyciszyć itd. Pierś to prostu lek na wszystko, a płacz to najskuteczniejszy sposób jej otrzymania. Takich problemów nie ma w przypadku dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym, które jedzą rzadziej, najadają się na dłużej i nie znając piersi - nie są niespokojne, kiedy jej nie otrzymują. Jednak wiadomo, że nie można ot tak sobie po prostu podać takiego wyniku badań - niezbyt dla wizerunku karmienia piersią pomyślnego - bez odpowiedniej otoczki. Trzeba chronić tych rodziców, którzy być może pomyślą: "skoro tak, to ja wybieram butelkę". W związku z tym autorka artykułu w BBC już w pierwszym zdaniu oznajmia, że chociaż dzieci karmione odżywkami są pogodniejsze i łatwiej je uspokoić, to nadal pierś jest najlepsza. Dalej dowiadujemy się, że przyczyną mniej humorzastego usposobienia dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym może być przekarmienie, co skutkuje zbyt szybkim przybieraniem na wadze. Dziwna logika, bo chyba wystarczy być po prostu nakarmionym, żeby nie płakać. Czy dziecko przekarmione nie płacze, a nakarmione z umiarem nadal zanosi się od łez? Tak zdają się sugerować badacze. Uciekają się do tego typu manipulacji (niejedynej zresztą), żeby zachować odpowiedni wizerunek karmienia piersią, który musi być nieskazitelny i nie ma prawa pojawić się na nim najmniejsza rysa. Uważam, że to dobrze, że mimo wszystko wyniki tych badań zostały opublikowane i podane do publicznej wiadomości, bo dzięki takiej wiedzy kobiety mogą lepiej przygotować się do karmienia piersią. Wiedząc z góry, że dziecko ma prawo być kapryśne i płaczliwe - nie będą zaskoczone, a to już bardzo dużo. Promocja karmienia naturalnego w dużym stopniu opiera się na przedstawianiu przyszłym matkom baśniowych wizji laktacyjnych. A potem dziecko się rodzi i ... szok, bo nie tak miało być. niedziela, 29 stycznia 2012, monika.korcz-zawadzka
Komentarze
amelllia
2012/01/29 17:31:43
Zwykle mówi się, że butelkowe dzieci płaczą częsciej, bo muszą czekać aż rodzic mleko przygptuje (co najmniej jakby to godzinami trwało). Moje nie płakało, bo wsypanie proszku do butelki z wodą o odpowiednie temp. (z podgrzewacza) trwało tyle samo, co wyciągnięcie piersi.
2012/01/31 10:58:58
świetny artykuł, moje dziecko, karmione butelką faktycznie potwierdza wyniki badań swoim zachowaniem, jest radosne, zadowolone, a co więcej.... wcale nie przekarmione i NIE MA NADWAGI. Moja córeczka ma 5 miesiecy, waży 7 kg i ma 70 cm wzrostu. Syn mojej koleżanki ma 4 miesiące, 68 cm wzrostu i waży 8kg 600 gram....., oczywiście karmiony TYLKO I WYŁĄCZNIE PIERSIA. i co Wy na to? Gdzie tu dowody na to, ze mleko modyfikowane równa się otyłości i nadwadze u dzieci? No gdzie, gdzie???
2012/02/01 00:00:49
www.mamania.pl/ksiazki/polityka-karmienia-piersia-ideologia-biznes-i-szemrane-interesy,14 nie czytalam, ale ponoc ciekawe
2012/02/01 09:54:33
Ja czytałam, faktycznie ciekawe, zawiera wiele wiedzy, choć mnie razi tendencyjność. Na samym początku autorka przyjmuje założenie, że pokarm kobiecy ma nadprzyrodzone właściwości i na tym poglądzie jedzie przez całą książkę - dobierając tylko te rzeczy, które mogą to potwierdzać, a kompletnie ignorując te, które mogą zaprzeczać. Nietstety ma tendencję do cytowania starych badań z kiepską (żeby nie powiedzieć nie do przyjęcia) metodologią. Czyli z całego ogromu wiedzy wybrała tylko to, co jej pasuje.
2012/02/01 11:48:54
Pani Moniko,
Czytam Pani bloga regularnie i bardzo mi to pomogło w moich rozterkach związanych z karmieniem piersią - karmiłam 9 miesięcy, jak już się unormowało to polubiłam to, aczkolwiek terror otoczenia i traktowanie mnie jak smoczek który musi być dostępny w ciągu sekundy od pierwszego zakwilenia dziecka doprowadzał mnie do rozpaczy i skutecznie zniechęcił do karmienia dłużej. Ale nie o tym chciałam. Niezwykle szanuję Pani dociekliwość tym bardziej muszę się przyczepić do fragmentów, gdzie jednak merytorykę zastępuję ideologia. Pisze Pani: "Takich problemów nie ma w przypadku dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym, które jedzą rzadziej, najadają się na dłużej i nie znając piersi - nie są niespokojne, kiedy jej nie otrzymują." Czy naprawdę dzieci są niespokojne, bo nie dostały piersi, a się do niej przyzwyczaiły? To chyba jednak nie taka kolejność. Dzieci bywają niespokojne, po prostu. Niemowlęta uspokaja ssanie - jesteśmy ssakami :) Oczywiście, szybko się uczą, że idealny sposób uspokojenia to pierś i się jej domagają. Ale tak samo może być w przypadku dzieci karmionych sztucznie, ale uspakajanych smoczkiem. Niektórzy rodzice stosują smoczek w określonych sytuacjach, a niektórzy smoczkiem załatwiają najmniejszą oznakę niezadowolenia. Wtedy efekt mają analogiczny do piersi - dziecko się uczy, że na każdy smutek najlepszy jest smoczek. Ze zdania w Pani tekście tak naprawdę wynika "dzieci, nie znając piersi, są spokojniejsze". Czy nie brzmi to Pani zdaniem absurdalnie? To, że nie musimy się dziś godzić na każdą niedogodność, którą zafundowała nam natura to jedno. Ale zaprzeczanie, że biologia nasz ukształtowała w określony sposób, to drugie. Jednak homo sapiens żyje na świecie trochę dłużej niż wynalazcy butelki i to, że dziecko swoją naturalną potrzebę uspokojenia poszukuje w ssaniu nie zmieni się w najbliższej przyszłości. pozdrawiam (Szczęśliwa użytkowniczka butelki od 9 miesiaca życia dziecka) 2012/02/01 13:23:46
Dawniej być może faktycznie dzieci karmione mlekiem mm były przekarmiane bo panowało przekonanie, że dziecko musi wypić całą porcję co 3 godziny, ale to się przecież zmieniło. Teraz mm karmi się na żądanie, dokładnie tak samo jak piersią, więc wszystko zależy od odpowiedniego odczytywania sygnałów, które wysyła dziecko. Jeśli matka ma fioła na punkcie tego, by dziecko jadło, jadło, jadło i hołduje zasadzie, że zdrowe dziecko to pulchne dziecko to przekarmi je i koniec, bez względu na to czy piersią czy mm.
2012/02/01 14:21:40
<b>monansa </b>
Racja, to może nie jest najszczęśliwsze sformułowanie, chodziło mi o to, że jak się czegoś nie zna, to się tego nie domaga. A że to domaganie się znanej piersi jest czymś naturalnym - to owszem, nie śmiem z tym faktem polemizować :-) 2012/02/02 00:26:46
Myśle nad tym wpisem od wczoraj:)) zgodzę się, ze starsze dzieci karmione piersią gorzej śpią ( jeśli ktoś ich nie nauczy inaczej), ale żeby wiecej plakaly tak tylko dla zabawy to nie zauważyłam ( ani u swojej córki ani u okolicznych)... Ten płacz to chyba bardziej cecha osobnicza. Są spokojne dzieci i desce się bez powodu. To samo co do czestosci karmienia... Młoda jadła jako maluszek 5-6 razy na dobę i w wieku 6m miała 8200g... Wiec tez nie mam wrażenia, żeby to było specjalnie kłopotliwe.
2012/02/10 09:12:18
Witam,
Przypadkowo natrafiłam na Pani bloga - i bardzo za niego dziękuje! W sumie to stałam na skraju jakiegoś załamania nerwowego spowodowanego terrorem laktacyjnym :) Miałam trochę komplikacji przy porodzie, nie mogłam zbyt wiele karmic naszej progenitury - mleko nie ciekło obficie, a potomstwo było głodne i spadało z wagi. Nawet Pani z poradni laktacyjnej doradziła dokarmianie mm (oklaski za rzetelnośc - cóz za rzadkosc!). Najgorsze jednak było to smutne kiwanie głowami otoczenia nade mną i nad dzieciną - przeciez mleko modyfikowane to trucizna..przytłaczało mnie to coraz bardziej...a teraz - no cóż, niech sobie mówią, co chcą, ja wiem swoje :) Dziękuję raz jeszcze Iza 2012/03/13 12:37:29
Tu chyba łatwo się zagalopować w każdej z obu tendencji. Rodziłam w czasie baby boomu, mam oprócz swojej dwójki sporo znajomych z dziećmi w analogicznym wieku i widziałam już pogodne na butli, płaczliwe na butli, pogodne na piersi i płaczliwe piersiowe. Dziecko oprócz żołądka ma jednak jeszcze charakter... :D
2012/03/13 20:18:57
cd.
Anegdotka - znajoma miała do mnie wpaść zobaczyć córkę, ale zrezygnowała, bo miała katar, a moje dziecko karmione mm, więc nieodporne i ona w takim razie przyjdzie kiedy indziej. Myślę sobie - uff, całe szczęście, że karmię butelką, inaczej by przyszła z katarem zarazić mi dziecko :) Wracając jeszcze do Znanego Warszawskiego Szpitala - miałam wrażenie, że z lekką niechęcią są traktowane raczej kobiety, które miały planowaną cesarkę - leżałam z takimi na sali pooperacyjnej i położne czy tam pielęgniarki traktowały nas tak troszkę oschle, ale jak wspomniałam, że moja cesarka była wykonana z powodu zagrożenia życia w czasie porodu naturalnego - od razu się buzie personelu jakby rozchmurzyły, hmmm.... 2012/03/15 23:06:41
przypadkiem trafilam na tego bloga i usmiechnelam sie, czytajac wyniki badan;) nie musialam prowadic badan, wystarczylo dwoje dzieci i rozmowy ze znajomymi mamami, zeby dojsc do podobnego wniosku. moje pierwsze spostrzezenie bylo, ze dzieci ''butelkowe'' szybciej przesypiaja cale noce niz dzieci karmione piersia - najpierw z powodu kolek/gazow, ktore czesciej wystepuja u dzieci karmionych piersia, a pozniej z tego wlasnie powodu, ze dziecko ''butelkowe'' lepiej sie najada, dzieki czemu glod go nie atakuje tak czesto jak dziecko karmione piersia. takie byly moje wnioski po rozmowach z kolezankami (czesc karmila piersia, czesc mlekiem podyfikowanym), ale nie smialam ich glosno wypowiadac, bo nie mialam konkretnych dowodow;)
drugie spostrzezenie to takie, ze dzieci ''butelkowe'' latwiej sa udobruchane przez ''nie-mame'' - czesto dzieci ''piersiowe'' (np. moje:)) przez to, ze czesto dostaja piers do possania, ''uzalezniaja sie'' od niej i wtedy zadna babcia, niania, czy kolezanka nie moze dziecka uspokoic tak szybko jak mama dajaca piers (moj mlodszy syn przez rok, gdy sie obudzil uspokajal sie tylko gdy ja przyszlam; gdy po jego przebudzeniu przyszla np. babcia, tato, dziadek, czy ktos inny byl wielki placz - i slyszalam komentarze, jakie to mam rozdarte, placzliwe, kapryszace dziecko...a dziecku wystarczala piers mamy, zeby sie uspokoic. i teraz zalezy z jakiej perspektywy rozwazamy ''placzliwosc'' dziecka: dla mnie, matki, mlodszy syn byl bardzo latwym dzickiem, bo wystarczyla piers i dziecko bylo zadowolone. ale dla innych osob, byl on rzeczywiscie dzieckiem trudnym do uspokojenia...). |
|