|
niedziela, 01 kwietnia 2012
Jedna z czytelniczek przekazała mi radosną wieść - mamy pierwszy w Polsce bank mleka kobiecego. Powstał w Szpitalu Klinicznym im. W. Orłowskiego CMPK w Warszawie. Artykuł o tym można przeczytać tutaj. Z kolei moją wcześniejszą notkę o tego typu bankach - tutaj. Kilka moich luźnych refleksji po lekturze wymienionego powyżej artykułu (cytaty zaznaczone są na brązowo): - Mleko kobiece jest szczególnie potrzebne dzieciom chorym i przedwcześnie urodzonym. Ponieważ są sposoby gromadzenia jego nadwyżek, na całym świecie od 100 lat tworzone są banki kobiecego mleka – podkreśliła prof. Ewa Helwich, krajowy konsultant ds. neonatologii. W Europie jest już 160 banków mleka kobiecego. Najwięcej jest ich w Szwecji (27), Finlandii (15), Anglii (15) oraz we Francji (19) i w Niemczech (10). - To historyczny moment dla polskiej neonatologii – powiedziała prof. Maria Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego. (...) - Gdziekolwiek się pojawiłam na międzynarodowych konferencjach, wszyscy byli zdziwieni, że Polsce nie ma jeszcze banku mleka kobiecego. Jak ma wyglądać obróbka pokarmu kobiecego oddanego do banku? (...) Zostanie ono zbadane i poddawane pasteryzacji metodą Holtera. Polega ona na tym, że przez 30 minut jest ono poddawane obróbce termicznej (w temperaturze 62,5 st. C), żeby zniszczyć wirusy i większość niepożądanych bakterii, jakie mogą się w nim znajdować. Tak przygotowany pokarm przez 3 miesiące może być przechowywany w temperaturze minus 20 st. C. Również matki, które nie wytwarzają pokarmu lub mają go zbyt mało, wolą podawać swoim dzieciom naturalne mleko niż mieszanki, zaspokajające jedynie podstawowe potrzeby. Wykazały to badania przeprowadzone w 2010 r. w szpitalach położniczych w woj. kujawsko-pomorskim: 86,4 proc. kobiet przyznało, że podałoby swemu dziecko przebadane mleko innej kobiety. Co do wyników badania, wskaźnik 86,4 % chętnych do podawania mleka innej kobiety jest bardzo wysoki. Kiedy spotykam dyskusje na ten temat, sporo matek deklaruje, że opcja podania pokarmu innej kobiety ich nie zachwyca. Ciekawe, jakie byłby wyniki takiego badania przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie.
niedziela, 29 stycznia 2012
BBC podało wyniki badań, przeprowadzonych przez The Medical Research Council, które wykazały, że dzieci karmione piersią są bardziej kapryśne i częściej płaczą. Czy kogoś te wyniki zaskakują? Mnie nie, bo dokładnie to samo zaobserwowałam w moim otoczeniu (wyraźna i rzucająca się w oczy tendencja). Przyczyny tego stanu rzeczy są oczywiste. Po pierwsze - dzieci karmione piersią są częściej głodne, bo pokarm matki jest trawiony zdecydowanie szybciej niż mleko modyfikowane, więc i częściej płaczą dopominając się jedzenia. Po drugie w przypadku dziecka karmionego naturalnie, ssanie piersi wcale nie musi oznaczać głodu - żąda jej, kiedy jest zmęczone, senne, ma ochotę się wyciszyć itd. Pierś to prostu lek na wszystko, a płacz to najskuteczniejszy sposób jej otrzymania. Takich problemów nie ma w przypadku dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym, które jedzą rzadziej, najadają się na dłużej i nie znając piersi - nie są niespokojne, kiedy jej nie otrzymują. Jednak wiadomo, że nie można ot tak sobie po prostu podać takiego wyniku badań - niezbyt dla wizerunku karmienia piersią pomyślnego - bez odpowiedniej otoczki. Trzeba chronić tych rodziców, którzy być może pomyślą: "skoro tak, to ja wybieram butelkę". W związku z tym autorka artykułu w BBC już w pierwszym zdaniu oznajmia, że chociaż dzieci karmione odżywkami są pogodniejsze i łatwiej je uspokoić, to nadal pierś jest najlepsza. Dalej dowiadujemy się, że przyczyną mniej humorzastego usposobienia dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym może być przekarmienie, co skutkuje zbyt szybkim przybieraniem na wadze. Dziwna logika, bo chyba wystarczy być po prostu nakarmionym, żeby nie płakać. Czy dziecko przekarmione nie płacze, a nakarmione z umiarem nadal zanosi się od łez? Tak zdają się sugerować badacze. Uciekają się do tego typu manipulacji (niejedynej zresztą), żeby zachować odpowiedni wizerunek karmienia piersią, który musi być nieskazitelny i nie ma prawa pojawić się na nim najmniejsza rysa. Uważam, że to dobrze, że mimo wszystko wyniki tych badań zostały opublikowane i podane do publicznej wiadomości, bo dzięki takiej wiedzy kobiety mogą lepiej przygotować się do karmienia piersią. Wiedząc z góry, że dziecko ma prawo być kapryśne i płaczliwe - nie będą zaskoczone, a to już bardzo dużo. Promocja karmienia naturalnego w dużym stopniu opiera się na przedstawianiu przyszłym matkom baśniowych wizji laktacyjnych. A potem dziecko się rodzi i ... szok, bo nie tak miało być.
środa, 28 grudnia 2011
Zgodnie z obietnicą komentuję artykuł z Onetu pt. "Mleczny interes matek" dotyczący banków mleka kobiecego. Najpierw kilka słów o samym artykule, napisanym - nota bene przez mężczyznę - w sposób wartki i ciekawy, jednak z paroma uchybieniami merytorycznymi - widać niepewność w poruszaniu się po tematyce laktacji nadrabianą zręcznym warsztatem dziennikarskim ;-) Przede wszystkim zwraca uwagę traktowanie mleka kobiecego jako jedynego pokarmu dla niemowląt pomagającego "przybierać na wadze" i "odzyskiwać siły", co jest w artykule wielokrotnie podkreślane (np. "położne doradziły Monice, żeby postarała się o naturalne mleko dzięki któremu córka będzie szybciej rosła i prędzej odzyska siły"). A akurat w temacie przybierania na wadze zdecydowanym prowodyrem jest mleko modyfikowane ze względu na dużo większą od naturalnego kaloryczność. Istnieją nawet osobne siatki centylowe dla dzieci karmionych wyłącznie mlekiem matki, gdyż często przybierają na wadze dużo wolniej niż dzieci karmione mieszankami. Nie bardzo też wiem, czemu służy cytat położnej "z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem", bo jej słowa chyba raczej podważają ideę banków mleka. "Niewiele matek wie, że noworodkowi w początkowej fazie wystarczy tylko osiem kropel pokarmu, żeby nasycić głód. Ważniejsze dla niego jest bliskość z matką, więź emocjonalna" - mówi. Można wywnioskować, że bank mleka niepotrzebny, bo liczy się więź, nie samo mleko, którego może być bardzo mało i też wystarczy. "Podczas krótkiej rozmowy Kwiecińska kilka razy powtarza, że butelka nigdy nie zastąpi bliskości z matką podczas ssania piersi." A bank mleka = podawanie pokarmu inną metodą niż przy pomocy piersi, często właśnie butelką. "Jej zdaniem brak pokarmu u większości kobiet to efekt stresu i mentalności, a nie rzeczywistych problemów z wytwarzaniem pokarmu." Tutaj już zwróciła uwagę czytelniczka bloga pod poprzednią notką - czy stres nie jest realnym problemem? Ja zapytam od siebie mając na myśli "promocję" karmienia piersią w polskim wydaniu - jak nie odczuwać stresu związanego z karmieniem piersią, skoro presja jest wręcz gigantyczna, a groźba okrzyknięcia "wyrodną matką" w przypadku braku powodzenia niemal pewna? A jeśli chodzi o same banki mleka, uważam, że w przypadku wcześniaka podanie pokarmu naturalnego pochodzącego nawet od innej kobiety na pewno ma sens. Główne ze względu na niedojrzały jeszcze układ pokarmowy przedwcześnie narodzonego dziecka. Inna sprawa, że istnieją także specjalne mleka modyfikowane stworzone właśnie z myślą o wcześniakach, np. PreNan, Bebilon Nenatal, Enfamil dla wcześniaków. Uważam też, że gdyby wszystko, co mówi się o karmieniu piersią było prawdą, banki mleka kobiecego działałyby w każdym większym mieście. Gdyby dzieci karmione mlekiem modyfikowanym faktycznie były słabe, chorowite i gorzej się rozwijały, rządy państw zrobiłyby wszystko, żeby zapewnić każdemu obywatelowi porcję mleka matki. Jednak jak pokazują doniesienia naukowe i obserwacja życia codziennego - nie ma praktycznie żadnych różnic między dziećmi karmionymi naturalnie i sztucznie, zatem bankami mleka nikt zbytnio nie zawraca sobie głowy. 160 banków na całym świecie to bardzo mało ("podbijanie świata" to chyba przesada w przypadku takiej ilości w skali globalnej). Choć sama idea banków mleka jest bardzo wzniosła i szlachetna (matki pomagają sobie nawzajem ofiarując swój pokarm), to jest to przedsięwzięcie niezwykle kosztowne w utrzymaniu. Pierwszy rok funkcjonowania to koszt około miliona złotych, a wymierne korzyści praktycznie żadne. Jedną z przyczyn zamknięcia w latach 90-tych ostatniego w Polsce banku mleka było "kiepskie nastawienie lekarzy, co do tego typu rozwiązania". Można powiedzieć, że bank mleka to rodzaj ekskluzywnej fanaberii, bo pomijając pojedyncze problematyczne przypadki, zdecydowana większość dzieci będzie się świetnie rozwijać na mleku modyfikowanym. Także tu chodzi bardziej o ideę niż o konieczność, ale moda na wszystko, co "eko" rozwija się ostatnio bardzo intensywnie, więc na pewno znaleźliby się rodzice, którzy woleliby podać dziecku mleko innej kobiety zamiast modyfikowanego dla samej zasady. Czy w Polsce powstanie bank mleka? Może w lepszych ekonomicznie czasach i w bogatszym kraju szanse były większe.
piątek, 25 listopada 2011
Witam! Wiele odpowiedzi opisywało szczęśliwe historie karmienia, ale wiele też wprost przeciwnie. Czytając je byłam momentami lekko przerażona i w tym miejscu chcę wystosować pewnien apel. Drogie mamy obecne i przyszłe! Nie dajcie sobie wmówić, że karmienie piersią to kwintesencja macierzyństwa i test na bycie dobrą matką. Macierzyństwo to wielowątkowy, długofalowy proces, posiadający wiele różnych faz i odcieni, i nie da się go sprowadzić do kwestii odżywiania niemowlaka. To, czy karmicie piersią, swoim odciąganym pokarmem czy mlekiem modyfikowanym nie ma żadnego znaczenia, bo w każdym z tych przypadków dziecko dostaje wartościowy pokarm, który zaspokaja jego potrzeby. I ma absolutnie NIC wspólnego z tym, czy jesteście dobrymi matkami, bo to okaże się dopiero za jakieś kilkanaście lat :-) Mam wrażenie, że gdzieś w tej wszechobecnej promocji karmienia naturalnego i ciągłego radzenia kobietom, jak być pod każdym względem supermatką, zatraca się to, co najważniejsze - radość macierzyństwa, zdrowy rozsądek i ściśle związana z nim intuicja podpowiadająca kobiecie, co jest dobre zarówno dla niej, jak i dla jej dziecka. Powtarzamy hasła wyczytane w gazetkach dla rodziców, usiłujemy dostosować się do cudzych oczekiwań, nie słuchamy siebie, nie dbamy o siebe, o swoją kondycję psychiczną. Na pewno nic, absolutnie nic nie jest warte tego, żeby tracić pierwsze chwile z nowonarodzonym dzieckiem na łzy, depresję i samokrytykę. Żyjmy po swojemu, a nie tak, jak chcą inni (położne, koleżanki, ciotki) i bądźmy szczęśliwe, bo to jest właśnie ta najlepsza rzecz, jaką można dać swojemu dziecku. I miejsce - URSZULABRG za zdroworozsądkowe, pozytywne przesłanie mimo wielu gorzkich przeżyć II miejsce - TRUSKAWKOJABŁKO za zwrócenie uwagi na to, że promocja laktacji w polskim wydaniu opiera się głównie na zachęcie, a brakuje profesjonalnej, systemowej pomocy, w związku jest po prostu nieskuteczna III miejsce - INEZ-KAW za przygotowanie planu B, który zawsze warto mieć w zanadrzu, nawet gdy się z niego nie skorzysta, a wiele przyszłych matek takiego planu nie ma zakładając, że "kto jak kto, ale ja na pewno będę karmić piersią" i to jest błąd - życie płata figle i trzeba być przygotowanym na różne opcje Gratuluję i proszę o kontakt na mój adres (monika.korcz-zawadzka[at]gazeta.pl) w sprawie przesłania nagród.
środa, 16 listopada 2011
KONKURS ZAMKNIĘTY Wyniki w piątek 25.11 o godz. 17.00 - zajrzyj koniecznie! Zapraszam do udziału w konkursie z nagrodami ufundowanymi przez producenta wody dla niemowląt i kobiet w ciąży "Mama i ja". Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytanie - jako komentarz do tej notki: Co najbardziej zaskoczyło Cię w karmieniu piersią / butelką? (do wyboru) Najciekawsze odpowiedzi zostaną nagrodzone następującymi gadżetami:
I miejsce: szlafrok, koszulki, książeczka z imionami, naklejka samochodowa, kubek Termin: konkurs trwa do 23 listopada, do godz. 24.00 Uwaga! Osoby, które nie mają maila gazetowego identycznego jak nick, z którego tu piszą (lub z niego nie korzystają), proszone są o wysłanie do mnie e-mailowo swojego używanego adresu (ewentualnie numeru telefonu), na który będę mogła wysłać informacje zwycięzcom. Wszystkich biorących udział proszę też o zajrzenie tutaj po 25.11, kiedy będą już wyniki. Chodzi o to, że muszę dotrzeć do zwycięzców i poprosić ich o adres do wysyłki nagród.
poniedziałek, 31 października 2011
Permanentny zachwyt nad karmieniem piersią prowadzi niekiedy do kuriozalnych wniosków. "Boisz się, że karmienie piersią przywiąże cię w domu? Nic bardziej mylnego! To właśnie ono, jak mało co w opiece nad dzieckiem, ułatwia samorealizację." Oto trzy kobiety ubzdurały sobie, że kp pomogło im zrealizować swoje pasje, o czym mówi tekst „Mam pasję, bo karmię piersią”. Pierwsza z nich, maniaczka podróży nadal podróżuje mimo, że ma dziecko. Dlaczego jej się to udaje? A tak, zgadliście - tylko dlatego, że karmi je piersią. Jak łatwo się domyśleć wszelkie wyjazdy z domu z dzieckiem karmionym mlekiem modyfikowanym są z gruntu skazane na niepowodzenie. Sama się teraz dziwię, że bez problemu podróżowałam samolotem z niemowlęciem karmionym Bebilonem. Kolejny przykład to mama kinomanka. W czym pomaga jej karmienie piersią? Otóż nie musi przerywać oglądania filmu, żeby nakarmić dziecko! Tak proste, a jeszcze nikt na to nie wpadł. Przygotowanie mleka modyfikowanego z całą pewnością stanowiłoby przeszkodę nie do przeskoczenia w rozwijaniu filmowego hobby. To jeszcze nie wszystko - mama kinomanka wybiera się na przegląd filmowy do innego miasta, aby „chłonąć atmosferę festiwalu, korzystać z seansów wieczornych i życia nocnego”. Będzie oglądać filmy, a tym czasie jej siostra będzie krążyć z niemowlęciem po okolicy. A gdy dziecko – korzystające z nocnego życia - będzie zmęczone czy zaniepokojone, „mama ukoi go piersią”. Czy to nie genialne rozwiązanie? Z kolei w trzecim przykładzie za Chiny nie można wywnioskować co właściwie daje to karmienie piersią. Bo oto matka karmiąca, rano sobie biega (bez dziecka, które zostaje z babcią). Być może chodzi o moment „kiedy po powrocie świeża, prosto spod prysznica, bierze swoją córeczkę na ręce do porannego karmienia.” Ale chyba nie trzeba karmić piersią, żeby biegać codzienne rano? Cóż, nie wnikam. Podobno trzem opisanym matkom „w realizacji pasji pomaga to, że mając dziecko, karmią je piersią”. Moim zdaniem nagłe rozwinięcie ich pasji wcale nie wynika z tego, że karmią piersią, ale jest jego bezpośrednią konsekwencją. Inwestycja w hobby to po prostu skutek buntu przeciwko rezygnacji z dotychczasowych przyjemności i chęć robienia w życiu czegoś więcej niż wieczne siedzenie w domu z dzieckiem przyssanym do piersi. Ja osobiście takie dążenia jak najbardziej popieram. Jednak nazywajmy rzeczy po imieniu, bo ten tekst to prostu kolejna bajka dla przyszłych matek, promująca kp jako jedno wielkie pasmo szczęśliwości, przedstawiająca skrajnie wyidealizowaną wizję świata. Zderzenie z brutalną rzeczywistością jest w pakiecie – gwarantowane. A tak swoją drogą, to chyba w większym stopniu karmienie mlekiem modyfikowanym i związana z nim pewna niezależność sprzyjają rozwijaniu różnych pasji. Dlatego ten artykuł powinien mieć raczej tytuł: „mam pasję, mimo że karmię piersią”. Dużo bardziej adekwatny.
piątek, 16 września 2011
Odwiedziłam ostatnio kilka serwisów propagujących laktację - w celach kontrolnych, licząc na jakieś nowe fakty i odkrycia, i po tej lekturze zaczęłam się zastanawiać, czy karmienie piersią to dziedzina wiedzy czy raczej może rodzaj religii? Dziedzina wiedzy powstaje w oparciu o fakty i wiedzę zdobytą metodami pozwalającymi na obiektywizm (obserwacja, eksperyment itd.) Religia opiera się na wierze – czystej i niezmąconej ingerencją rozumu. Zapraszam choćby do obejrzenia serwisu laktacja.pl - sztandarowej strony wymienianej jako dowód koronny w dyskusjach na temat karmienia niemowląt. Zajrzyjmy do zakładki „Korzyści karmienia piersią”. Wymieniona jest lista zalet, ale nie jest podane jakiekolwiek źródło na ich potwierdzenie. Owszem, tekst rozpoczyna się stwierdzeniem: A potem jeszcze: Czyli stanowiska dwóch organizacji - AAP i WHO (zresztą jakim cudem te instytucje mogłyby nie zalecać kp?) przesądzają o wszystkim. A gdzie są te słynne wyniki badań naukowych, których podobno jest tak wiele i podobno wszystkie jak jeden mąż potwierdzają cudowną moc mleka matki? Nie podano ani jednego, na całej stronie laktacja.pl nie ma ani jednego naukowego źródła. Podobnie jak na stronie mlekomamy.pl. Dlaczego? Bo niezbitych naukowych dowodów na potwierdzenie głoszonych tez po prostu brak. Trudno więc twórcom serwisów zacytować wyniki badań, które nie istnieją. Posługują się więc wyłącznie listą haseł, bo niczym innym nie dysponują. I wprowadzają w błąd. Bo jakkolwiek karmienie piersią byłoby dobre i słuszne, nie ma dowodów na przykład na to, że zabezpiecza przed alergią, poprawia inteligencję, zapewnia superodporność czy chroni przed chorobami w życiu dojrzałym. Nie oszukujmy się – gdyby istniały naukowe źródła wykazujące niesamowite działanie mleka matki, wszelkie możliwe serwisy i fora trąbiłyby o tym 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Strona laktacja.pl pękałaby w szwach od wyników badań. Tymczasem nikt nie podaje nawet kawałka wyniku badania. Podobnie jak czasopisma dla rodziców, wszelkie broszury itp. Laktacja.pl pisze także na przykład: Fakt, koszty są niewielkie (materialne, bo niematerialne to już inny temat – te są ogromne), ale twierdzenie, że brak karmienia piersią = częste choroby, hospitalizacje i zwolnienia rodziców to duże nadużycie, żeby nie powiedzieć wprost – kłamstwo. Pokażcie drodzy autorzy tych słów jakikolwiek dowód na to, że tak jest. I życzę powodzenia, bo będziecie mieć ogromny problem z udowodnieniem tej tezy. Nie potwierdza tego współczesna wiedza naukowa. I tu dochodzę do mojego tradycyjnego, stałego już na tym blogu pytania - czy to, ze kp jest fajne, zdrowe itp. usprawiedliwia wciskanie ludziom kitu? Po co o tym piszę? Bo - po pierwsze - czym innym jest głoszenie, że kp jest super i jest to najlepszy sposób karmienia niemowląt (i to jak najbardziej powinno być głoszone wszem i wobec), a czym innym wprowadzanie w błąd i obiecywanie gruszek na wierzbie. Bo - po drugie - niezmienne mnie zaskakuje fakt, że fascynaci laktacji mają tak ogromny posłuch i poważanie - czegokolwiek by nie napisali o karmieniu piersią, tłum spija każde słowo niczym prawdy objawione, mimo, że ani literatura medyczna ani życie codzienne tych tez nie potwierdzają. Mało kto zdaje sobie sprawę, że mamy do czynienia z pasjonatami, a nie obiektwynymi ekspertami z chłodnym profesjonalym podejściem, stale monitorującymi stan badań. Stąd właśnie moja hipoteza, że kp bliżej do religii, opierającej się na wierze, niż do dziedziny wiedzy, gdzie liczą się fakty. Bo to, co często czytamy o kp to nie jest żadna wiedza, tylko zbiór pobożnych życzeń propagatorów laktacji - działających w jak najbardziej dobrej wierze i słuszym celu, jednak moim zdaniem nie do końca etycznymi metodami. Na skutek tych metod dochodzi np. do sytuacji (wydarzyła się naprawdę), gdy matka karmiąca w pełni świadomie odwiedza z niemowlęciem dom, gdzie panuje właśnie ospa, bo przecież karmi piersią, więc dzięki cudownym przeciwciałom z jej mleka dziecko na pewno nie zachoruje.
czwartek, 11 sierpnia 2011
„Wysokie Obcasy” urządziły prowokację – opublikowały list o następującej treści: Mateusz List krótki, a ileż w nim treści. Jest oporna narzeczona, która nigdy nie kryła się z niechęcią do karmienia. Jest też jej matka - najwyraźniej zwolenniczka laktacji. I w tym wszystkim autor listu, nieszczęsna ofiara propagandy laktacyjnej, która dała się nabrać na hasła obiecujące dozgonne szczęście dziecka i matki w zamian za karmienie piersią. Jego problem jest znacznie głębszy niż niekarmiąca partnerka. Boi się, jak otoczenie oceni tak bezecny czyn, jak decyzja o karmieniu butelką ("Co pomyślą o nas?"). I słusznie. Jeśli trafią na szpital kultywujący polską tradycję terroru laktacyjnego, to jego obawy są w 100% uzasadnione. Dużo pomyślą, i swoich myśli bynajmniej nie zachowją dla siebie. Myślę, że "Wysokie Obcasy" świadomie wkładają kij w mrowisko licząc na burzliwą dyskusję. Połowa czytelników będzie oburzona zachowaniem opisywanej narzeczonej - jak można!!! Kp to najwspanialsza rzecz na świecie, ona jeszcze zmądrzeje, jeszcze się przekona. Będą powoływać się wyniki badań naukowych (wykazujące nadprzyrodzone właściwości pokarmu kobiecego), których nigdy nie widzieli na oczy, a które nawiasem mówiąc, nie istnieją.
środa, 08 czerwca 2011
Dziś oddaję głos czytelniczce bloga o nicku jedyny.justyna. Jej komentarz dotyczy notki Uwaga - inkwizycja laktacyjna kontratakuje. Uważam, że autorka zwięźle i bardzo celnie podsumowuje główne problemy związane z promocją kp i mm, dlatego też wypowiedż "wyciągam" z czeluści komentarzy jako osobną notkę. Moniko, fajnie, że poświęciłaś odrębny post zapowiedzi książki pani Palmer. Stanowi to ciekawy przykład patologii w obrębie promocji kp (a raczej w tym wypadku propagandy kp).
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Niedawno skomentowałam artykuł z Wysokich Obcasów pt. „Karmienie piersią nie ma wad” (notka tutaj). Okazuje się, że nie tylko ja pozwoliłam sobie na komentarz – dyskusja wrzała także na forum Karmienie piersią. I ku mojemu zaskoczeniu nie był to hymn pochwalny pełen ochów i achów - wiele matek karmiących zaprotestowało przeciw stwierdzeniu, że karmienie piersią nie ma wad. Już dawno nie zaglądałam na to forum, ale w czasach, kiedy systematycznie je śledziłam, nie było mowy o wypowiedziach, jakie można znaleźć tam teraz. Zupełnie jakby coś powoli, nieznacznie zaczęło się jednak w świadomości matek zmieniać. Kiedyś na forum KP panowała sroga dyscyplina, bogobojność i obowiązkowy kult laktacji. Każdy, kto się wyłamał, był surowo osądzany. Obecnie znaleźć tam można także wypowiedzi obiektywne, trzeźwe, zdroworozsądkowe. I szczere – bez robienia z siebie na pokaz matki idealnej, dla której nawet pogryzione brodawki to czysta rozkosz, bo przecież najważniejsze na świecie jest karmienie piersią. Oto wybrane komentarze do artykułu „Karmienie piersią nie ma wad”. Jedna z rozmówczyń wysnuwa interesującą koncepcję – to właśnie przez gloryfikowanie karmienia piersią wiele matek przedwcześnie rezygnuje, bo oczekują, że będzie wspaniale i nie są przygotowane na pojawiające się uciążliwości i problemy. Podkreślenia pochodzą ode mnie. Uważam, że to fantastyczne, że można znaleźć takie informacje na forum KP i wiele bym dała, żeby móc dowiedzieć się o tym wszystkim, kiedy byłam w 1-szej ciąży. matkakarmicielka: wet_cat marysienka-1 Właśnie – dlaczego tak mało o tym mówimy? |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|