Blog butelkowy

O mleku modyfikowanym bez uprzedzeń. O mleku matki bez emocji.

Wpisy

  • niedziela, 09 grudnia 2012
    • Matki długodystansowe

      Dziś TV Style wyemitowało zapewne powtórkę odcinka programu Miasto Kobiet poświęconego długiemu, naprawdę długiemu karmieniu piersią - obie panie zaproszone do studia karmiły ponad 4 lata. Była też loża specjalistów - psycholog dziecięcy oraz lekarka, właścicielka szkoły rodzenia.

      Psycholog dziecięcy (znana z mediów Aleksandra Piotrowska) była sceptyczna wobec tak długiego karmienia argumentując to - powiem w dużym skrócie - faktem, że 4-letnie dziecko powinno uspakajać się innymi sposobami niż ssanie, z którego to sposobu korzystają noworodki i niemowlęta. Bo faktycznie obie matki podkreślały, że 4-latki najczęściej korzystają z piersi gdy są zdenerwowane, marudne, chore. Psycholog wspominała też, że dziecko powinno stopniowo "odrywać się" od matki, dopuszczając bliskie relacje także z innymi osobami z otoczenia.

      Właściwie nic bardzo odkrywczego ten program nie wniósł, panie karmiące opowiadały o swojej motywacji, którą były wyłącznie potrzeby dziecka, broń Boże własne upodobanie do karmienia piersią, co to, to nie.

      Moją uwagę zwróciła ich odpowiedź na pytanie - co się dzieje, gdy muszą gdzieś wyjechać? Otóż pierwsza Pani ostatni raz wyjechała 1,5 roku temu z mężem na weekend do Krakowa i nie wspomina tego dobrze, że "bardzo tęskniła za dzieckiem".

      Druga Pani czasem wyjeżdża na 2 dni, ale nie lubi tego, bo "źle się czuje bez dziecka".

      Ciekawe....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Matki długodystansowe”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 grudnia 2012 14:58
  • niedziela, 24 czerwca 2012
    • Rossnę

      Dostałam od jednej z czytelniczek bloga taki oto skan z gazetki drogerii Rossman:Skan z gazetki Rossman

      Jest to gazetka reklamująca nowy serwis dla matek Rossnet.pl, a w szczególności sekcję "Rossnę" przeznaczoną dla młodych mam. 

      Przyjrzałam się sprawie bliżej i oto moje wnioski.

      Program "Rossnę" to program lojalnościowy mający na celu rozprowadzanie wśród matek karty zniżkowej na produkty dziecięce w sieci drogerii Rossman.

      Programowi towarzyszy serwis internetowy, w którym mają się znajdować "eksperckie porady i fachowe wskazówki na temat rozwoju i potrzeb dziecka".

      Powyższa lista domniemanych zalet karmienia naturalnego z pewnością nie była konsultowana z obiektywnym ekspertem. Nie wiem, co mówią badania o zgryzie i śmierci łóżeczkowej, bo nigdy tego w sprawdzałam w literaturze. Prawdziwa jest na pewno informacja o zapobieganiu w pewnym stopniu biegunkom zakaźnym. Cała reszta to improwizacje pozbawione twardych podstaw naukowych (odsyłam do notki „Is breast really best?” , do zamieszczonego w kilku częściach artykułu Joan B. Wolf oraz do notki Inteligencja). Informacja o szybszym rozwoju psychomotorycznym dzieci karmionych naturalnie to wręcz kuriozum (co ma piernik do wiatraka?) - poważne źródła jednomyślnie temu zaprzeczają (trochę o tym tutaj).

      Ale pewnie niepotrzebne się czepiam, bo w przypadku karmienia piersią zjawisko obiektywnego eksperta nie istnieje - promocją laktacji zajmują się fascynaci niezbyt zainteresowani stanem badań, co nie przeszkadza im stale powoływać się na badania właśnie (ten temat rozwijam tutaj).

      Co ciekawe, twórcy rossmanowskiej gazetki i serwisu w szale promocji karmienia piersią zupełnie zapomnieli o matkach karmiących mlekiem modyfikowanym stanowiących wg badań dr Bernatowicz-Łojko z 2010 roku: wśród noworodków 13,6%, wśród mam 3-miesięczniaków 69%, a wśród mam 6-miesięczniaków aż 86% matek!

      Ta całkiem spora grupa klientek nie tylko została kompletnie zlekceważona, ale jest wręcz straszona, bo strony serwisu naszpikowane są informacjami, o tym, że narażone są one na ryzyko raka, zawału czy choroby stawów. I to ma je zachęcać do systematycznego odwiedzania serwisu i identyfikowania się z programem "Rossnę"?

      Zabrakło choćby skromnego artykuliku np. o wyborze butelki, a przecież na półkach Rossmana nie brakuje mleka modyfikowanego, co być może zainteresuje matki karmiące butelką bardziej niż te karmiące piersią.

      Ale żeby nie było, że tylko się czepiam, kończę optymistycznym akcentem: znalazłam też w serwisie "Rossnę" informację o karmieniu piersią do bólu szczerą i prawdziwą, a jednak praktycznie nigdzie niespotykaną: "Dzieci karmione piersią śpią mniej i jedzą częściej niż karmione sztucznie, ponieważ pokarm naturalny jest trawiony i wchłaniany szybciej niż mleko sztuczne". Brawo za odwagę!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Rossnę”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 czerwca 2012 22:09
  • niedziela, 01 kwietnia 2012
    • 1-szy w Polsce bank mleka kobiecego

      Jedna z czytelniczek przekazała mi radosną wieść - mamy pierwszy w Polsce bank mleka kobiecego. Powstał w Szpitalu Klinicznym im. W. Orłowskiego CMPK w Warszawie.  Artykuł o tym można przeczytać tutaj. Z kolei moją wcześniejszą notkę o tego typu bankach - tutaj.

      Kilka moich luźnych refleksji po lekturze wymienionego powyżej artykułu (cytaty zaznaczone są na brązowo):

      - Mleko kobiece jest szczególnie potrzebne dzieciom chorym i przedwcześnie urodzonym. Ponieważ są sposoby gromadzenia jego nadwyżek, na całym świecie od 100 lat tworzone są banki kobiecego mleka – podkreśliła prof. Ewa Helwich, krajowy konsultant ds. neonatologii.
      Takie założenie główne dla banku mleka ma sens, moim zdaniem. Bo bank mleka jako placówka dostarczająca pokarmu każdemu, nawet w pełni zdrowemu dziecku to fanaberia, jeśli weźmie się pod uwagę jakość dostępnych obecnie mlek modyfikowanych oraz gigantyczny koszt utrzymania takich banków.

      W Europie jest już 160 banków mleka kobiecego. Najwięcej jest ich w Szwecji (27), Finlandii (15), Anglii (15) oraz we Francji (19) i w Niemczech (10).
      Patrząc na listę krajów prowodyrów pod względem ilości banków mleka, trudno nie zauważyć, że są to bogate kraje. Bo i bank mleka to niezwykle kosztowana inwestycja - pierwszy rok jego funkcjonowania wyniesie milion złotych. 

      - To historyczny moment dla polskiej neonatologii – powiedziała prof. Maria Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego. (...) - Gdziekolwiek się pojawiłam na międzynarodowych konferencjach, wszyscy byli zdziwieni, że Polsce nie ma jeszcze banku mleka kobiecego.
      Powodów nie trzeba chyba daleko szukać - patrz komentarz powyżej. Ja mimo wszystko dziwię się, że powstał, biorąc pod uwagę permanentne niedofinansowanie naszej służby zdrowia. Raz po raz media alarmują, że nie ma pieniędzy nawet na ratowanie życia ludzkiego.

      Jak ma wyglądać obróbka pokarmu kobiecego oddanego do banku? (...) Zostanie ono zbadane i poddawane pasteryzacji metodą Holtera. Polega ona na tym, że przez 30 minut jest ono poddawane obróbce termicznej (w temperaturze 62,5 st. C), żeby zniszczyć wirusy i większość niepożądanych bakterii, jakie mogą się w nim znajdować. Tak przygotowany pokarm przez 3 miesiące może być przechowywany w temperaturze minus 20 st. C.
      - Tak uzyskane mleko matki jest nieco inne niż to, jakie otrzymuje dziecko podczas karmienia piersią, gdyż podczas jego obróbki część składników ulega dezaktywacji, ale są w nim wszystkie te, które są najważniejsze – podkreśliła dr Maria Wilińska, kierownik oddziału klinicznego neonatologii Szpitala im. Orłowskiego w Warszawie.
      Ponieważ hurraoptymizm propagatorów laktacji ma tendencję do utrzymywania się na b. wysokim poziomie, żałuję, że nie mam czasu zajrzeć do literatury fachowej i sprawdzić, jakie składniki mleka matki faktycznie przetrwają podgrzanie go do 62 stopni, a następnie schłodzenie do -20. Bo przeciwciała chyba tego nie przeżyją?
      Poza tym - skąd "wirusy" i "niepożądane bakterie" w mleku matki? Takie rzeczy w tej idealnej, cudownej substancji? ;-)

      Również matki, które nie wytwarzają pokarmu lub mają go zbyt mało, wolą podawać swoim dzieciom naturalne mleko niż mieszanki, zaspokajające jedynie podstawowe potrzeby. Wykazały to badania przeprowadzone w 2010 r. w szpitalach położniczych w woj. kujawsko-pomorskim: 86,4 proc. kobiet przyznało, że podałoby swemu dziecko przebadane mleko innej kobiety.
      Mleko modyfikowane zaspakaja "jedynie podstawowe potrzeby"? Ciekawe sformułowanie i na pewno coś w nowego wśród prolaktacyjnych haseł. Widzę pewien postęp - mm nie jest przedstawiane jako złe i szkodliwe, co więcej - zaspakaja nawet jakieś potrzeby ;-)

      Co do wyników badania, wskaźnik 86,4 % chętnych do podawania mleka innej kobiety jest bardzo wysoki. Kiedy spotykam dyskusje na ten temat, sporo matek deklaruje, że opcja podania pokarmu innej kobiety ich nie zachwyca. Ciekawe, jakie byłby wyniki takiego badania przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „1-szy w Polsce bank mleka kobiecego”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 kwietnia 2012 14:09
  • niedziela, 29 stycznia 2012
    • Płacz dziecka a karmienie piersią / butelką

      BBC podało wyniki badań, przeprowadzonych przez The Medical Research Council, które wykazały, że dzieci karmione piersią są bardziej kapryśne i częściej płaczą.

      Czy kogoś te wyniki zaskakują? Mnie nie, bo dokładnie to samo zaobserwowałam w moim otoczeniu (wyraźna i rzucająca się w oczy tendencja). Przyczyny tego stanu rzeczy są oczywiste.

      Po pierwsze - dzieci karmione piersią są częściej głodne, bo pokarm matki jest trawiony zdecydowanie szybciej niż mleko modyfikowane, więc i częściej płaczą dopominając się jedzenia.

      Po drugie w przypadku dziecka karmionego naturalnie, ssanie piersi wcale nie musi oznaczać głodu - żąda jej, kiedy jest zmęczone, senne, ma ochotę się wyciszyć itd. Pierś to prostu lek na wszystko, a płacz to najskuteczniejszy sposób jej otrzymania.

      Takich problemów nie ma w przypadku dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym, które jedzą rzadziej, najadają się na dłużej i nie znając piersi - nie są niespokojne, kiedy jej nie otrzymują.

      Jednak wiadomo, że nie można ot tak sobie po prostu podać takiego wyniku badań - niezbyt dla wizerunku karmienia piersią pomyślnego - bez odpowiedniej otoczki. Trzeba chronić tych rodziców, którzy być może pomyślą: "skoro tak, to ja wybieram butelkę".

      W związku z tym autorka artykułu w BBC już w pierwszym zdaniu oznajmia, że chociaż dzieci karmione odżywkami są pogodniejsze i łatwiej je uspokoić, to nadal pierś jest najlepsza.

      Dalej dowiadujemy się, że przyczyną mniej humorzastego usposobienia dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym może być przekarmienie, co skutkuje zbyt szybkim przybieraniem na wadze. Dziwna logika, bo chyba wystarczy być po prostu nakarmionym, żeby nie płakać. Czy dziecko przekarmione nie płacze, a nakarmione z umiarem nadal zanosi się od łez? Tak zdają się sugerować badacze. Uciekają się do tego typu manipulacji (niejedynej zresztą), żeby zachować odpowiedni wizerunek karmienia piersią, który musi być nieskazitelny i nie ma prawa pojawić się na nim najmniejsza rysa.

      Uważam, że to dobrze, że mimo wszystko wyniki tych badań zostały opublikowane i podane do publicznej wiadomości, bo dzięki takiej wiedzy kobiety mogą lepiej przygotować się do karmienia piersią. Wiedząc z góry, że dziecko ma prawo być kapryśne i płaczliwe - nie będą zaskoczone, a to już bardzo dużo. Promocja karmienia naturalnego w dużym stopniu opiera się na przedstawianiu przyszłym matkom baśniowych wizji laktacyjnych. A potem dziecko się rodzi i ... szok, bo nie tak miało być.  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Płacz dziecka a karmienie piersią / butelką”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 stycznia 2012 14:58
  • środa, 28 grudnia 2011
    • Banki mleka kobiecego

      Zgodnie z obietnicą komentuję artykuł z Onetu pt. "Mleczny interes matek" dotyczący banków mleka kobiecego.

      Najpierw kilka słów o samym artykule, napisanym - nota bene przez mężczyznę - w sposób wartki i ciekawy, jednak z paroma uchybieniami merytorycznymi - widać niepewność w poruszaniu się po tematyce laktacji nadrabianą zręcznym warsztatem dziennikarskim ;-) 

      Przede wszystkim zwraca uwagę traktowanie mleka kobiecego jako jedynego pokarmu dla niemowląt pomagającego "przybierać na wadze" i "odzyskiwać siły", co jest w artykule wielokrotnie podkreślane (np. "położne doradziły Monice, żeby postarała się o naturalne mleko dzięki któremu córka będzie szybciej rosła i prędzej odzyska siły"). A akurat w temacie przybierania na wadze zdecydowanym prowodyrem jest mleko modyfikowane ze względu na dużo większą od naturalnego kaloryczność. Istnieją nawet osobne siatki centylowe dla dzieci karmionych wyłącznie mlekiem matki, gdyż często przybierają na wadze dużo wolniej niż dzieci karmione mieszankami.
      Tak więc autor artykułu zamiast powracać w kółko do argumentu przybierania na wadze, powinien powoływać się raczej na lekkostrawność pokarmu kobiecego, niedojrzałość układu pokarmowego wcześniaka itd, bo to są jak sądzę dużo lepsze argumenty za podawaniem wcześniakowi mleka naturalnego.

      Nie bardzo też wiem, czemu służy cytat położnej "z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem", bo jej słowa chyba raczej podważają ideę banków mleka. "Niewiele matek wie, że noworodkowi w początkowej fazie wystarczy tylko osiem kropel pokarmu, żeby nasycić głód. Ważniejsze dla niego jest bliskość z matką, więź emocjonalna" - mówi. Można wywnioskować, że bank mleka niepotrzebny, bo liczy się więź, nie samo mleko, którego może być bardzo mało i też wystarczy.

      "Podczas krótkiej rozmowy Kwiecińska kilka razy powtarza, że butelka nigdy nie zastąpi bliskości z matką podczas ssania piersi." A bank mleka = podawanie pokarmu inną metodą niż przy pomocy piersi, często właśnie butelką.

      "Jej zdaniem brak pokarmu u większości kobiet to efekt stresu i mentalności, a nie rzeczywistych problemów z wytwarzaniem pokarmu." Tutaj już zwróciła uwagę czytelniczka bloga pod poprzednią notką - czy stres nie jest realnym problemem? Ja zapytam od siebie mając na myśli "promocję" karmienia piersią w polskim wydaniu - jak nie odczuwać stresu związanego z karmieniem piersią, skoro presja jest wręcz gigantyczna, a groźba okrzyknięcia "wyrodną matką" w przypadku braku powodzenia niemal pewna?

      A jeśli chodzi o same banki mleka, uważam, że w przypadku wcześniaka podanie pokarmu naturalnego pochodzącego nawet od innej kobiety na pewno ma sens. Główne ze względu na niedojrzały jeszcze układ pokarmowy przedwcześnie narodzonego dziecka. Inna sprawa, że istnieją także specjalne mleka modyfikowane stworzone właśnie z myślą o wcześniakach, np. PreNan, Bebilon Nenatal, Enfamil dla wcześniaków.

      Uważam też, że gdyby wszystko, co mówi się o karmieniu piersią było prawdą, banki mleka kobiecego działałyby w każdym większym mieście. Gdyby dzieci karmione mlekiem modyfikowanym faktycznie były słabe, chorowite i gorzej się rozwijały, rządy państw zrobiłyby wszystko, żeby zapewnić każdemu obywatelowi porcję mleka matki. Jednak jak pokazują doniesienia naukowe i obserwacja  życia codziennego - nie ma praktycznie żadnych różnic między dziećmi karmionymi naturalnie i sztucznie, zatem bankami mleka nikt zbytnio nie zawraca sobie głowy. 160 banków na całym świecie to bardzo mało ("podbijanie świata" to chyba przesada w przypadku takiej ilości w skali globalnej).

      Choć sama idea banków mleka jest bardzo wzniosła i szlachetna (matki pomagają sobie nawzajem ofiarując swój pokarm), to jest to przedsięwzięcie niezwykle kosztowne w utrzymaniu. Pierwszy rok funkcjonowania to koszt około miliona złotych, a wymierne korzyści praktycznie żadne. Jedną z przyczyn zamknięcia w latach 90-tych ostatniego w Polsce banku mleka było "kiepskie nastawienie lekarzy, co do tego typu rozwiązania".

      Można powiedzieć, że bank mleka to rodzaj ekskluzywnej fanaberii, bo pomijając pojedyncze problematyczne przypadki, zdecydowana większość dzieci będzie się świetnie rozwijać na mleku modyfikowanym. Także tu chodzi bardziej o ideę niż o konieczność, ale moda na wszystko, co "eko" rozwija się ostatnio bardzo intensywnie, więc na pewno znaleźliby się rodzice, którzy woleliby podać dziecku mleko innej kobiety zamiast modyfikowanego dla samej zasady.

      Czy w Polsce powstanie bank mleka? Może w lepszych ekonomicznie czasach i w bogatszym kraju szanse były większe.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Banki mleka kobiecego ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      środa, 28 grudnia 2011 09:17
  • piątek, 25 listopada 2011
    • Wyniki konkursu

      Witam!
      Przede wszystkim dziękuję wszystkim uczestnikom konkursu za wzięcie w nim udziału i podzielenie się swoimi niekiedy bardzo osobistymi przeżyciami związanymi z karmieniem piersią/butelką. Widać, że skala przeżyć jest bardzo szeroka – od bezgranicznego zachwytu nad kp do bolesnych rozczarowań z nim związanych. Zresztą chyba każdy aspekt laktacji można odczuwać na zupełnie różne sposoby, a najlepszy przykład to kwestia wygody. Jedne matki uznają kp za niesamowicie wygodne, inne są zaskoczone jak bardzo uciążliwa i czasochłonna jest to czynność.

      Wiele odpowiedzi opisywało szczęśliwe historie karmienia, ale wiele też wprost przeciwnie. Czytając je byłam momentami lekko przerażona i w tym miejscu chcę wystosować pewnien apel. Drogie mamy obecne i przyszłe! Nie dajcie sobie wmówić, że karmienie piersią to kwintesencja macierzyństwa i test na bycie dobrą matką. Macierzyństwo to wielowątkowy, długofalowy proces, posiadający wiele różnych faz i odcieni, i nie da się go sprowadzić do kwestii odżywiania niemowlaka. To, czy karmicie piersią, swoim odciąganym pokarmem czy mlekiem modyfikowanym nie ma żadnego znaczenia, bo w każdym z tych przypadków dziecko dostaje wartościowy pokarm, który zaspokaja jego potrzeby. I ma absolutnie NIC wspólnego z tym, czy jesteście dobrymi matkami, bo to okaże się dopiero za jakieś kilkanaście lat :-)

      Mam wrażenie, że gdzieś w tej wszechobecnej promocji karmienia naturalnego i ciągłego radzenia kobietom, jak być pod każdym względem supermatką, zatraca się to, co najważniejsze - radość macierzyństwa, zdrowy rozsądek i ściśle związana z nim intuicja podpowiadająca kobiecie, co jest dobre zarówno dla niej, jak i dla jej dziecka. Powtarzamy hasła wyczytane w gazetkach dla rodziców, usiłujemy dostosować się do cudzych oczekiwań, nie słuchamy siebie, nie dbamy o siebe, o swoją kondycję psychiczną. Na pewno nic, absolutnie nic nie jest warte tego, żeby tracić pierwsze chwile z nowonarodzonym dzieckiem na łzy, depresję i samokrytykę. Żyjmy po swojemu, a nie tak, jak chcą inni (położne, koleżanki, ciotki) i bądźmy szczęśliwe, bo to jest właśnie ta najlepsza rzecz, jaką można dać swojemu dziecku.

      Nagrody w konkursie otrzymują:

      I miejsce - URSZULABRG za zdroworozsądkowe, pozytywne przesłanie mimo wielu gorzkich przeżyć

      II miejsce - TRUSKAWKOJABŁKO za zwrócenie uwagi na to, że promocja laktacji w polskim wydaniu opiera się głównie na zachęcie, a brakuje profesjonalnej, systemowej pomocy, w związku jest po prostu nieskuteczna

      III miejsce - INEZ-KAW za przygotowanie planu B, który zawsze warto mieć w zanadrzu, nawet gdy się z niego nie skorzysta, a wiele przyszłych matek takiego planu nie ma zakładając, że "kto jak kto, ale ja na pewno będę karmić piersią" i to jest błąd - życie płata figle i trzeba być przygotowanym na różne opcje

      Gratuluję i proszę o kontakt na mój adres (monika.korcz-zawadzka[at]gazeta.pl) w sprawie przesłania nagród.   

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Wyniki konkursu”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      piątek, 25 listopada 2011 15:49
  • środa, 16 listopada 2011
  • poniedziałek, 31 października 2011
    • Pasjonatki

      Permanentny zachwyt nad karmieniem piersią prowadzi niekiedy do kuriozalnych wniosków.

      "Boisz się, że karmienie piersią przywiąże cię w domu? Nic bardziej mylnego! To właśnie ono, jak mało co w opiece nad dzieckiem, ułatwia samorealizację."

      Oto trzy kobiety ubzdurały sobie, że kp pomogło im zrealizować swoje pasje, o czym mówi tekst „Mam pasję, bo karmię piersią”.

      Pierwsza z nich, maniaczka podróży nadal podróżuje mimo, że ma dziecko. Dlaczego jej się to udaje? A tak, zgadliście - tylko dlatego, że karmi je piersią. Jak łatwo się domyśleć wszelkie wyjazdy z domu z dzieckiem karmionym mlekiem modyfikowanym są z gruntu skazane na niepowodzenie. Sama się teraz dziwię, że bez problemu podróżowałam samolotem z niemowlęciem karmionym Bebilonem.

      Kolejny przykład to mama kinomanka. W czym pomaga jej karmienie piersią? Otóż nie musi przerywać oglądania filmu, żeby nakarmić dziecko! Tak proste, a jeszcze nikt na to nie wpadł. Przygotowanie mleka modyfikowanego z całą pewnością stanowiłoby przeszkodę nie do przeskoczenia w rozwijaniu filmowego hobby. To jeszcze nie wszystko - mama kinomanka wybiera się na przegląd filmowy do innego miasta, aby „chłonąć atmosferę festiwalu, korzystać z seansów wieczornych i życia nocnego”. Będzie oglądać filmy, a tym czasie jej siostra będzie krążyć z niemowlęciem po okolicy. A gdy dziecko – korzystające z nocnego życia - będzie zmęczone czy zaniepokojone, „mama ukoi go piersią”. Czy to nie genialne rozwiązanie?

      Z kolei w trzecim przykładzie za Chiny nie można wywnioskować co właściwie daje to karmienie piersią. Bo oto matka karmiąca, rano sobie biega (bez dziecka, które zostaje z babcią). Być może chodzi o moment kiedy po powrocie świeża, prosto spod prysznica, bierze swoją córeczkę na ręce do porannego karmienia.” Ale chyba nie trzeba karmić piersią, żeby biegać codzienne rano? Cóż, nie wnikam.

      Podobno trzem opisanym matkom „w realizacji pasji pomaga to, że mając dziecko, karmią je piersią”. Moim zdaniem nagłe rozwinięcie ich pasji wcale nie wynika z tego, że karmią piersią, ale jest jego bezpośrednią konsekwencją. Inwestycja w hobby to po prostu skutek buntu przeciwko rezygnacji z dotychczasowych przyjemności i chęć robienia w życiu czegoś więcej niż wieczne siedzenie w domu z dzieckiem przyssanym do piersi. Ja osobiście takie dążenia jak najbardziej popieram. Jednak nazywajmy rzeczy po imieniu, bo ten tekst to prostu kolejna bajka dla przyszłych matek, promująca kp jako jedno wielkie pasmo szczęśliwości, przedstawiająca skrajnie wyidealizowaną wizję świata. Zderzenie z brutalną rzeczywistością jest w pakiecie – gwarantowane.

      A tak swoją drogą, to chyba w większym stopniu karmienie mlekiem modyfikowanym i związana z nim pewna niezależność sprzyjają rozwijaniu różnych pasji. Dlatego ten artykuł powinien mieć raczej tytuł: „mam pasję, mimo że karmię piersią”. Dużo bardziej adekwatny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Pasjonatki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 października 2011 20:34
  • piątek, 16 września 2011
    • Wiedza kontra wiara

      Odwiedziłam ostatnio kilka serwisów propagujących laktację - w celach kontrolnych, licząc na jakieś nowe fakty i odkrycia, i po tej lekturze zaczęłam się zastanawiać, czy karmienie piersią to dziedzina wiedzy czy raczej może rodzaj religii?

      Dziedzina wiedzy powstaje w oparciu o fakty i wiedzę zdobytą metodami pozwalającymi na obiektywizm (obserwacja, eksperyment itd.) Religia opiera się na wierze – czystej i niezmąconej ingerencją rozumu.

      Zapraszam choćby do obejrzenia serwisu laktacja.pl - sztandarowej strony wymienianej jako dowód koronny w dyskusjach na temat karmienia niemowląt. Zajrzyjmy do zakładki „Korzyści karmienia piersią”. Wymieniona jest lista zalet, ale nie jest podane jakiekolwiek źródło na ich potwierdzenie. Owszem, tekst rozpoczyna się stwierdzeniem:
      Karmienie piersią, zgodnie ze współczesną wiedzą, jest jedynym sposobem żywienia niemowląt i małych dzieci zapewniającym im optymalny stan zdrowia i rozwój, zgodnie z ostatnim stanowiskiem Amerykańskiej Akademii Pediatrii.

      A potem jeszcze:
      Również Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby karmić wyłącznie piersią przez pierwszych 6 miesięcy życia, a następnie rozszerzając dietę dziecka kontynuować karmienie 2 lata lub dłużej. (WHA 55.25/2002)

      Czyli stanowiska dwóch organizacji - AAP i WHO (zresztą jakim cudem te instytucje mogłyby nie zalecać kp?) przesądzają o wszystkim. A gdzie są te słynne wyniki badań naukowych, których podobno jest tak wiele i podobno wszystkie jak jeden mąż potwierdzają cudowną moc mleka matki? Nie podano ani jednego, na całej stronie laktacja.pl nie ma ani jednego naukowego źródła. Podobnie jak na stronie mlekomamy.pl. Dlaczego? Bo niezbitych naukowych dowodów na potwierdzenie głoszonych tez po prostu brak. Trudno więc twórcom serwisów zacytować wyniki badań, które nie istnieją. Posługują się więc wyłącznie listą haseł, bo niczym innym nie dysponują. I wprowadzają w błąd. Bo jakkolwiek karmienie piersią byłoby dobre i słuszne, nie ma dowodów na przykład na to, że zabezpiecza przed alergią, poprawia inteligencję, zapewnia superodporność czy chroni przed chorobami w życiu dojrzałym.

      Nie oszukujmy się – gdyby istniały naukowe źródła wykazujące niesamowite działanie mleka matki, wszelkie możliwe serwisy i fora trąbiłyby o tym 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Strona laktacja.pl pękałaby w szwach od wyników badań. Tymczasem nikt nie podaje nawet kawałka wyniku badania. Podobnie jak czasopisma dla rodziców, wszelkie broszury itp.

      Laktacja.pl pisze także na przykład:
      Koszty są niewielkie (zdrowe odżywianie matki, ew. odciągacz pokarmu) w porównaniu z kosztami mleka modyfikowanego, akcesoriów do żywienia sztucznego, ewentualnego częstszego leczenia, hospitalizacji, zwolnień lekarskich rodziców.

      Fakt, koszty są niewielkie (materialne, bo niematerialne to już inny temat – te są ogromne), ale twierdzenie, że brak karmienia piersią = częste choroby, hospitalizacje i zwolnienia rodziców to duże nadużycie, żeby nie powiedzieć wprost – kłamstwo. Pokażcie drodzy autorzy tych słów jakikolwiek dowód na to, że tak jest. I życzę powodzenia, bo będziecie mieć ogromny problem z udowodnieniem tej tezy. Nie potwierdza tego współczesna wiedza naukowa. I tu dochodzę do mojego tradycyjnego, stałego już na tym blogu pytania - czy to, ze kp jest fajne, zdrowe itp. usprawiedliwia wciskanie ludziom kitu?

      Po co o tym piszę? Bo - po pierwsze  - czym innym jest głoszenie, że kp jest super i jest to najlepszy sposób karmienia niemowląt (i to jak najbardziej powinno być głoszone wszem i wobec), a czym innym wprowadzanie w błąd i obiecywanie gruszek na wierzbie.

      Bo - po drugie - niezmienne mnie zaskakuje fakt, że fascynaci laktacji mają tak ogromny posłuch i poważanie - czegokolwiek by nie napisali o karmieniu piersią, tłum spija każde słowo niczym prawdy objawione, mimo, że ani literatura medyczna ani życie codzienne tych tez nie potwierdzają. Mało kto zdaje sobie sprawę, że mamy do czynienia z pasjonatami, a nie obiektwynymi ekspertami z chłodnym profesjonalym podejściem, stale monitorującymi stan badań.

      Stąd właśnie moja hipoteza, że kp bliżej do religii, opierającej się na wierze, niż do dziedziny wiedzy, gdzie liczą się fakty. Bo to, co często czytamy o kp to nie jest żadna wiedza, tylko zbiór pobożnych życzeń propagatorów laktacji - działających w jak najbardziej dobrej wierze i słuszym celu, jednak moim zdaniem nie do końca etycznymi metodami. Na skutek tych metod dochodzi np. do sytuacji (wydarzyła się naprawdę), gdy matka karmiąca w pełni świadomie odwiedza z niemowlęciem dom, gdzie panuje właśnie ospa, bo przecież karmi piersią, więc dzięki cudownym przeciwciałom z jej mleka dziecko na pewno nie zachoruje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (32) Pokaż komentarze do wpisu „Wiedza kontra wiara”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      piątek, 16 września 2011 09:24
  • czwartek, 11 sierpnia 2011
    • Kij w mrowisko

      „Wysokie Obcasy” urządziły prowokację – opublikowały list o następującej treści: 

      Moja narzeczona jest w ósmym miesiącu ciąży. Od początku wspominała, że odrzuca ją myśl o karmieniu piersią. Myślałem, że z czasem zmieni podejście, ale tak się nie stało. Co pomyślą o nas choćby położne. Kiedy zaczynam temat, ona jest zdegustowana. Wstręt budzi w niej też ściąganie pokarmu laktatorem. Mówi, że stoję po stronie jej mamy. A ja chcę tylko, żeby ona i dziecko byli zdrowi. Może przyda się pomoc psychologa?

      Mateusz

      List krótki, a ileż w nim treści. Jest oporna narzeczona, która nigdy nie kryła się z niechęcią do karmienia. Jest też jej matka - najwyraźniej zwolenniczka laktacji. I w tym wszystkim autor listu, nieszczęsna ofiara propagandy laktacyjnej, która dała się nabrać na hasła obiecujące dozgonne szczęście dziecka i matki w zamian za karmienie piersią. Jego problem jest znacznie głębszy niż niekarmiąca partnerka. Boi się, jak otoczenie oceni tak bezecny czyn, jak decyzja o karmieniu butelką ("Co pomyślą o nas?"). I słusznie. Jeśli trafią na szpital kultywujący polską tradycję terroru laktacyjnego, to jego obawy są w 100% uzasadnione. Dużo pomyślą, i swoich myśli bynajmniej nie zachowją dla siebie.

      Myślę, że "Wysokie Obcasy" świadomie wkładają kij w mrowisko licząc na burzliwą dyskusję. Połowa czytelników będzie oburzona zachowaniem opisywanej narzeczonej - jak można!!! Kp to najwspanialsza rzecz na świecie, ona jeszcze zmądrzeje, jeszcze się przekona. Będą powoływać się wyniki badań naukowych (wykazujące nadprzyrodzone właściwości pokarmu kobiecego), których nigdy nie widzieli na oczy, a które nawiasem mówiąc, nie istnieją.
      Druga połowa czytelników wyśle do psychologa autora listu. Nikt nie pozostanie obojętny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Kij w mrowisko”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      monika.korcz-zawadzka
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 sierpnia 2011 16:43